I Gonitwa Quadów i Motocykli - Łubienica 20 wrzesień 2009 r.
IV runda Mistrzostw Okręgu Białostockiego w cross country rozegrana została w Łubienicy k/Pułtuska. Organizatorem był TKM Białystok oraz firma MX Przemysław Mikołajczyk. Zawody były dość trudne dla organizatora, ale wywiązał się z zadania znakomicie. Jako tor posłużyła czynna żwirownia. Do piątku trwały tam normalne prace wydobywcze. W sobotę został ustawiony tor, a w niedzielę rozegrane zawody. W poniedziałek znów zaczął się zwykły roboczy tydzień i dziś po torze nie ma już śladu. Uważam, że to bardzo dobry pomysł wpisujący się w specyfikę naszych wyścigów cross country. Przed zawodami tor, jak nakazuje regulamin, nie jest nikomu znany i żadne treningi „po cichu” się nie odbywają. Trasa na całej długości miała szerokość 10 m oprócz zwężenia przy stanowisku chronometrażu. Było dużo miejsca, ale teren wymagał od zawodników dużo sił. Nie było specjalnie wysokich skoczni, a długie proste wcale nie było łatwo wykorzystać do osiągnięcia dużych prędkości. W tych specyficznych warunkach organizator zadbał nie tylko o standardowe zabezpieczenie medyczne, ale wyposażył ratowników medycznych w quady. Na szczęście ta pełna gotowość nie musiała być ani razu wykorzystana. Cieszy dość spora frekwencja zawodników. Na starcie stanęły 52 osoby – w tym 22 quadowców i 30 motocyklistów. To liczby porównywalne z ostatnimi rundami MP cross country. Motocykli wystartowało u nas trochę mniej, ale quadów więcej. Poza zawodnikami dysponującymi już licencjami A lub B pojawiło się dość dużo amatorów. Po obowiązkowym okrążeniu zapoznawczym 2 z nich zrezygnowało ze startu. Najważniejszy cel zawodów został jednak osiągnięty. Wszystko odbywało się na zabezpieczonym torze, pod okiem fachowców i opieki medycznej. Wszyscy byli ubezpieczeni od OC i NNW. Oczywiście ryzyka nie da się wyeliminować całkowicie, ale staraliśmy się je maksymalnie ograniczyć. Dla amatorów była to okazja do spróbowania czegoś nowego, mogli sprawdzić czy ten sport ich wciągnie i jak się przedstawiają ich umiejętności na tle innych zawodników. Dla profesjonalistów była to możliwość dodatkowego potrenowania (na miejscu znajdował się instruktor sportu motocyklowego) i do sprawdzenia czy amatorzy „nie depczą im po piętach”. Być może nie jest to ostatnia taka gonitwa.
Anna Smorczewska (sędzia zawodów).
Foto: Jacek Moga - Turystyczny Klub Motorowy
|